Znak Politechniki Warszawskiej

Nasz człowiek "na Marsie", czyli jak student PW podbija kosmos

Od lewej: dr Karolina Zawieska, dr Natalia Zalewska, Jędrzej Górski, Michał Kazaniecki

Michał Kazaniecki, student PW (pierwszy od prawej) wziął udział w pierwszej polskiej analogowej misji na Marsa razem z: (od lewej) dr Karoliną Zawieską, dr Natalią Zalewską, Jędrzejem Górskim i Krzysztofem Jędrzejakiem (autor zdjęcia)

O podboju Czerwonej Planety marzy wielu przywódców, biznesmenów, naukowców. Warunki panujące na Marsie pozwalają myśleć o nim jako planecie, którą można by kiedyś zasiedlić. Zanim jednak rozpoczniemy na dobre eksplorować Marsa, prowadzone są symulacje wypraw kosmicznych – w jednej z nich wziął udział student Politechniki Warszawskiej, Michał Kazaniecki.

Wszystko zaczęło się około rok temu, gdy do Studenckiego Koła Astronautycznego, znanego m.in. z budowy łazików marsjańskich, zgłosiły się osoby zainteresowane przeprowadzeniem pierwszej symulacji polskich astronautów w ośrodku w Utah. Szukały one inżyniera, który obsługiwałby przede wszystkim właśnie łaziki marsjańskie.

– Rozważaliśmy w kole, kto powinien pojechać na tę wyprawę – mówi Michał Kazaniecki, student automatyki i robotyki na Wydziale Mechatroniki. – Mogła pojechać tylko jedna osoba. Ostatecznie w ramach głosowania wszyscy uznali, że to ja tam pojadę, ponieważ, przede wszystkim, mam największe doświadczenie w pracy z łazikiem.

Michał Kazaniecki podczas misji pełnił rolę inżyniera pokładowego i obsługiwał łaziki, fot. Krzysztof Jędrzejak

Marsjańska przygoda

Michał Kazaniecki spędził w habitacie dwa tygodnie, w warunkach zbliżonych do marsjańskich. Misja EXO.17 rozpoczęła się 11 marca i trwała do 26 marca 2017 roku. Po raz pierwszy amerykański ośrodek badawczy Mars Desert Research Station został udostępniony całkowicie polskiej załodze. Misja realizowana była dzięki współpracy Uniwersytetu SWPS i Fundacji EXORiON.

Ośrodek badawczy, w którym zostali zamknięci naukowcy, znajduje się 15 minut drogi samochodem od miasteczka Hanksville w stanie Utah, 2,5 godziny drogi od najbliższego dużego miasta. Na miejscu jest ograniczony zasięg telefonii komórkowej, a Internet dosłownie „łapie” się przez antenę satelitarną. – Kiedy pojawił się wiatr i obrócił antenę, to traciliśmy dostęp do sieci – śmieje się Michał. – Przez 2-3 dni staraliśmy się za wszelką cenę jakoś ustawić tę antenę, żeby „złapać” Internet, ale różnie z tym bywało.

Polski zespół był interdyscyplinarny, a w jego skład, oprócz Michała Kazanieckiego, wchodzili: dr Natalia Zalewska (geolog), dr Karolina Zawieska (specjalista w dziedzinie robotyki społecznej), Jędrzej Górski (doktorant z PWr, inżynier kosmiczny), Krzysztof Jędrzejak (dokumentacja, media) oraz Jakub Falaciński (psycholog, który pozostał w Polsce).

Badacze używali sprzętu analogicznego jak podczas prawdziwej wyprawy, wykonywali analogiczne czynności i korzystali z odpowiednich procedur. Co ważne, pracowali w terenie, którego krajobraz do złudzenia przypomina marsjański, niewiele różni się także pod względem geologicznym.

Misja: Mars

Każdy z uczestników wyprawy miał nieco inne zadania, a i samych celów misji było kilka. Jednym z nich było przebadanie uczestników eksperymentu pod kątem zachowań podczas długiej izolacji w kosmosie. Członkowie zespołu przechodzili liczne teksty psychologiczne. – Wiedzieliśmy, że jesteśmy na siebie skazani, nie dochodziło do kłótni czy konfliktów – mówi o życiu w habitacie Michał Kazaniecki.

Z kolei dr Karolina Zawieska przyjrzała się relacjom między analogowymi astronautami a robotem Aresem: w jakich sytuacjach taki robot jest traktowany jako narzędzie, a kiedy nadaje mu się ludzkie cechy i traktuje niemal jak członka załogi. Nasz student podczas misji pełnił rolę inżyniera pokładowego i jednocześnie operatora łazików wykonanych przez Studenckie Koło Astronautyczne: Gai i Aresa.

Badacze, biorący udział w misji, testowali także modułowy kombinezon kosmonautyczny, który pozwala na dostosowanie części skafandra do wykonywanych zadań. Przecież geolog potrzebuje innych kieszeni niż operator łazika, dlatego każdy z nich może dostosować kombinezon do swoich potrzeb.

Inżynierskie sztuczki

Członkowie zespołu zamknięci w habitacie muszą liczyć przede wszystkim na siebie nawzajem. Stan techniczny bazy nadzoruje osoba wyznaczona przez Mars Society, jednak nie zawsze musi być ona w pobliżu. Dlatego podczas tej misji to głównie zadaniem Michała było rozwiązywanie technicznych kłopotów na terenie bazy.

Jak sam podkreśla, udział w tego typu wyprawie to świetna okazja do sprawdzenia siebie i swoich umiejętności. Mając ograniczone zasoby, trzeba wykorzystać inżynierskie podejście i rozwiązywać problemy skutecznie, nawet w niekonwencjonalny sposób. – Mieliśmy zbiornik, do którego trzeba było pompować wodę, a stamtąd płynęła już ona do całej instalacji – tłumaczy Michał. – Musieliśmy pilnować, żeby poziom wody w zbiorniku mieścił się między minimum a maksimum. Niestety zbiornik był półprzeźroczysty i lekko brudny, więc za każdym razem trzeba było się wspinać i sprawdzać stan wody. Żeby ułatwić nam i przyszłym ekipom życie w habitacie, postanowiłem skonstruować prosty czujnik elektryczny, którego dioda świeciła w zależności od poziomu wody w zbiorniku.

"Okazało się, że założenia, które przyjęliśmy przy budowie łazików, sprawdzają się w rzeczywistości" - mówi Michał Kazaniecki, fot. Krzysztof Jędrzejak

Dzień z życia Marsjanina

Jak wygląda więc dzień z życia „człowieka na Marsie”? Na pierwszy rzut oka nie odbiega od harmonogramu dnia przeciętnego Ziemianina. Pobudka, w zależności od zadań, ma miejsce między 7.00 a 9.00. Następnie członkowie załogi jedzą śniadanie. Nie jest to jednak zwyczajny posiłek. Większość żywności jest liofilizowana, czyli pozbawiana wody: począwszy od mięsa, przez owoce, aż po masło w proszku. – Jedzenie było dość specyficzne – śmieje się Michał. – Masło w proszku smakowało raczej jak serek, ale nie było najgorsze, zresztą co to dla studenta.

Każdy dzień musiał być szczegółowo zaplanowany. Wszystkie wyjścia z bazy były zgłaszane do ekipy wspierającej misję, która musiała wiedzieć kto, dokąd i po co planuje wyjść, na jak długo oraz z jakim sprzętem. Wszyscy uczestnicy misji rozwiązywali testy psychologiczne. W ciągu dnia i wieczorami każdy w dużej mierze zajmował się swoimi zadaniami.

Między 19.00 a 21.00 (czyli mniej więcej w godzinach, w których byłoby możliwe połączenie między Ziemią a Marsem), zespół musiał kontaktować się z opiekunami bazy oraz wysyłać im raporty z całego dnia.

Habitat na pustyni w Utah, w którym naukowcy spędzili dwa tygodnie, fot. Michał Kazaniecki

Zrób to sam

Michał zwraca uwagę, że taka misja ma to do siebie, że nie da się wszystkiego zaplanować. – Pewnego dnia wyjechaliśmy z łazikiem w teren i nagle zakopał się nam w wyschniętym, ale dość grząskim korycie rzeki – opowiada. – Bezskutecznie próbowaliśmy stamtąd wyjechać i w końcu okazało się, że w trakcie tych prób spaliły się nam bezpieczniki. Nie miałem przy sobie nowych, nie mogłem też znaleźć ich w bazie. Był to pewien problem, ale w ciągu pięciu minut z kawałka drutu zrobiłem prowizoryczny bezpiecznik, umieściłem w łaziku i mogliśmy dalej pracować.

Jak w takim terenie sprawdziły się konstrukcje studentów Politechniki Warszawskiej ze Studenckiego Koła Astronautycznego? – Okazało się, że założenia, które przyjęliśmy przy budowie łazików, sprawdzają się w rzeczywistości – mówi o swoich obserwacjach Michał Kazaniecki. – Przed moim wyjazdem modyfikowaliśmy jeszcze nasze konstrukcje, także pod kątem zadań, które zostały nam postawione. Nasze łaziki doskonale radzą sobie w piaszczystym terenie, przy różnych stopniach nachylenia. Mój udział w misji i możliwość przetestowania Aresa i Gai to także ważna wiedza dla rozwoju naszych projektów w kole.

Czy mając takie doświadczenia, Michał zdecydowałby się na udział w prawdziwej misji na Marsa? – Nie wydaje mi się to w ogóle prawdopodobne, przynajmniej w bliskiej perspektywie – śmieje się student PW. – Chociaż, jeśli byłaby taka możliwość, to czemu nie.

 

Monika Bukowska

Biuro ds. Promocji i Informacji