Znak Politechniki Warszawskiej

Jazda na krawędzi – poznajcie ProjectD Koła Naukowego Hybryda

Od lewej: Maciej Mazik, Bartosz Szmigiel, Maciej Pondo, Joanna Piwek, Damian Pielacha, Adrian Połaniecki, Weronika Ślubowska, fot. BPI

Drifting swoje początki ma w nielegalnych zawodach na górskich trasach Japonii. Dziś oficjalnie uważany za sport skupia coraz większe grono pasjonatów. Swoje marzenie o udziale w zawodach driftingowych chcą spełnić także studenci z Politechniki Warszawskiej. Czy im się uda?

W blaszanym garażu na tyłach Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych PW stoi ich Jagódka. Tak pieszczotliwie, ze względu na kolor, nazywają swoje audi studenci z Koła Naukowego Hybryda z Sekcji ProjectD.

W czerwcu 2016 roku Adrian Połaniecki i Joanna Piwek, studenci mechatroniki na Wydziale SiMR postanowili, że założą koło naukowe, którego celem będzie budowa pojazdu do driftingu i późniejszy udział w zawodach Open Drift. Wówczas połączyli siły z Kołem Naukowym Hybryda i wydzielili w nim nową sekcję ProjectD. W zespole pracuje 12 osób, w tym 3 dziewczyny.

Własne cztery kółka

Wtedy rozpoczęły się poszukiwania pojazdu, który mógłby stać się bazą do przygotowania go do zawodów driftingowych. Po kilku miesiącach poszukiwania sponsorów, Adrian Połaniecki postanowił zakupić samochód z własnych pieniędzy. Tak Koło stało się właścicielem Audi 80 B4 Quattro z 1994 roku.

Pojazd, mimo wieku, był w bardzo dobrym stanie. – W takim przedziale cenowym, jaki był dla nas osiągalny, nie było szans na zdobycie samochodu z podłogą – mówi Weronika Ślubowska. – Nasze audi ją miało.
Nie jest to typowy samochód wykorzystywany do driftu. Na torach można spotkać zazwyczaj tylnonapędowe auta, przeważnie w nadwoziu typu coupe. Najczęściej są to samochody produkcji japońskiej - znane z trwałych podzespołów i podatności na modyfikacje. Na torach dominują więc nissany, toyoty i mazdy. Jak więc radzą sobie studenci z Koła Naukowego Hybryda ze swoim audi?

Studenci z Koła spędzają przy swojej "Jagódce" każdą wolną chwilę, fot. BPI

Operacja tuning

Samochód nie miał silnika i skrzyni biegów. Ta, którą udało się im zdobyć, była przeznaczona do czteronapędowego pojazdu, dlatego konieczne były modyfikacje, tak, żeby cały moment obrotowy był przekazywany na tylną oś.
Także przednie i tylne zawieszenie musiało być całkowicie przebudowane. – Fabryczne zawieszenie tego pojazdu jest dość wysokie i miękkie, co powodowałoby, że samochód uginałby się na każdym zakręcie – tłumaczy Adrian Połaniecki, szef projektu. – Dlatego usztywniliśmy zawieszenie, obniżyliśmy jego środek ciężkości. Zmieniliśmy też geometrię kół.

Zbędne elementy wnętrza i nie tylko zostały już usunięte. Dzięki temu zmniejszyła się masa własna pojazdu. Fabryczny silnik zamontowany w tym samochodzie miał pojemność 2 litrów (R4), teraz jednostka napędowa (V6) ma 2,8 litra. Dlatego potrzebne były modyfikacje, które pozwoliły na zamieszczenie pod maską samochodu większego motoru. Studenci sami też będą go mapować. Przebudowie również ulegnie układ wydechowy i dolotowy.

Ich samochód będzie wyposażony w klatkę bezpieczeństwa, atestowane fotele kubełkowe przystosowane pod 4-punktowe lub więcej pasy bezpieczeństwa. Do testowania poszczególnych elementów pojazdu studenci wykorzystują sprzęt laboratoryjny dostępny na Wydziale. – To dużo ciekawsze, kiedy możemy uczyć się zastosowania pewnego sprzętu i stanowisk na własnym samochodzie – podkreśla Weronika Ślubowska.

Młodzi inżynierowie konsultują swoje pomysły m.in. z zespołem Karoliny Pilarczyk, która jest jedyną licencjonowaną drifterką w Polsce i z licznymi sukcesami występuje na światowych torach. Dzięki jej kontaktom możliwe było zdobycie wsparcia nie tylko merytorycznego, ale i sprzętowego.

 Filmik z pierwszego odpalenia silnika

 

Jagodowa strzała

– Mamy w zespole trzy kobiety, ale po lakier pojechał facet – śmieje się Bartosz Szmigiel. – To musiało się źle skończyć.

– Przed wybraniem lakieru oczywiście zapomniałem sprawdzić, jaki jest oryginalny kolor naszego auta – opowiada Adrian Połaniecki. – W lakierni przejrzałem książkę lakierów stosowanych w konkretnych latach, w danych markach samochodów. Po wstępnej selekcji z odcieni niebieskiego zostały do wyboru dwa: bardzo jasny i nieco ciemniejszy. Wybrałem ten drugi. Po przyjeździe do Warszawy zaparkowałem samochód obok golfa w kolorze naszego audi. Podchodzę do niego z puszką w dłoni, przykładam i myślę sobie: „No cóż, trochę inny, ale może będzie dobrze”. Już przy malowaniu pierwszej części okazało się, że to nie jest ten sam kolor.

Członkowie Koła śmieją się, że i to można przekuć w sukces – ich samochód po prostu będzie wyróżniał się na tle innych, przecież wszyscy mają auta w jednym kolorze. Poza tym, nie kolor karoserii jest w tym sporcie najważniejszy.

Wyścig po marzenia

– Dokonaliśmy tego wszystkiego w trzy miesiące i wydaliśmy w tym czasie około 11 tys. złotych – zaznacza Adrian Połaniecki. – Jeszcze trzy miesiące temu pojazd był całkowicie rozebrany, nie miał skrzyni biegów, silnika. Dziś nasz samochód już odpala i tylko z powodu jednego brakującego wężyka nie jeździ.

Przygotowanie profesjonalnego samochodu do driftu to koszt rzędu setek tysięcy złotych. Mimo że są to kwoty poza zasięgiem studentów, oni się tym nie zrażają. – Robimy to, bo to nasza ogromna pasja – mówi bez zastanowienia Adrian. – Przesiadujemy czasem przy tym samochodzie do drugiej, trzeciej w nocy. A przecież następnego dnia nie ma ważnych zawodów, na które musielibyśmy coś dokończyć. Nikt nas przecież do tego nie zmusza.

– Jesteśmy chyba jedynym kołem naukowym w Polsce, które zajmuje się przebudową samochodu do driftu – mówi Joanna Piwek. – Wiemy o ekipie z Politechniki Wrocławskiej, ale oni budują pojazd elektryczny.

Małe sukcesy rekompensują wszystkie trudności, które muszą pokonać po drodze do realizacji ich marzenia. – Radość z pierwszego odpalenia to było coś naprawdę niesamowitego – dodaje Bartosz Szmigiel.

 
Monika Bukowska

Biuro ds. Promocji i Informacji