Politechnika Warszawska / Uczelnia / Aktualności / Materiały z inauguracji

Uczelnia

Polskę czeka reforma szkolnictwa wyższego

Polskę czeka reforma szkolnictwa wyższego

1 października 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wziął udział w uroczystości inauguracji roku akademickiego 2008/2009, która odbyła się w Dużej Auli Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej.

Prezydent RP powiedział:

„Pani Prezydent, Panie i Panowie Profesorowie, Szanowny Państwo, w szczególności droga Młodzieży, a wśród niej studenci pierwszego roku, którzy dzisiaj zaczynają ten niezwykle interesujący etap, pierwszy w życiu dorosłym - etap studiowania. Niejednokrotnie w życiu byłem na tej sali. Byłem tutaj chyba po raz pierwszy 9 marca 1968 roku, gdy odbywał się tu wiec, w dzień po tym, jak podobny wiec na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął serię wydarzeń, które przeszły do historii jako tak zwane „Wydarzenia marcowe”. Ich rezultaty polityczne były wtedy bardzo negatywne, ale był to wielki bunt polskiej młodzieży przeciwko zakłamaniu, cenzurze. Stąd wychodziliśmy ulicą Polną, pod redakcję „Sztandaru Młodych”, pod hasłem „prasa kłamie”. To był rezultat prasowych ocen zdarzeń z 8 marca. Przypominam to nieprzypadkowo, nie tylko ze względu na sentyment do tego miejsca, ale dlatego, że zdarzenia na Politechnice Warszawskiej, późniejszy twardy strajk w ostatniej dekadzie marca 1968 roku, to jedno z ciągu wydarzeń, które doprowadziły do tego, że dzisiaj od wielu lat żyjemy już w wolnej Polsce, że żyjemy w kraju, który należy zmieniać, o który należy się spierać, ale jest to Polska wolna, Polska, która wprawdzie w ramach Unii Europejskiej, ale sama rozwiązuje swoje problemy. Jednym z tych problemów, mówił o tym Magnificencja Pan Profesor Rektor Politechniki Warszawskiej, to problem rozwoju naszej nauki. Okres po roku 1989 to nieprawdopodobna eksplozja organizacyjna uczelni. Jeżeli po roku 1989 odnieśliśmy jakiś sukces, a odnieśliśmy ich wiele, niezależnie od braków i słabości, to bodajże największym jest to, że dzisiaj studiuje nie 10, 12 procent młodzieży, a około 50 procent. Pod tym względem jesteśmy na jednym z pierwszych miejsc w Europie. Obok uczelni publicznych, co mówiłem przed dwoma dniami w Akademii Leona Koźmińskiego, które sobie niezwykle cenię i uważam za wartość stałą i niezmienną, istnieją także uczelnie prywatne również na bardzo wysokim poziomie, jak szkoła Koźmińskiego, jak szkoła Pana Profesora Eliasza, który jest również tutaj dzisiaj obecny. To są wszystko nasze sukcesy. Sukcesy, które oczywiście mają swoją cenę, bo jeżeli studiuje ponad 5 - krotnie więcej młodzieży niż przed 19 laty, to utrzymać przeciętny poziom nauczania na tym samym poziomie jest rzeczą niepodobną, i to nie tylko dlatego, że liczba pracowników naukowych wzrosła wprawdzie wydatnie, ale w żadnym wypadku nie o 5 razy, ale także, dlatego, że możliwości 12 procent młodzieży, to nie to samo, co możliwości około 50 procent.

Z tego sobie trzeba zdawać sprawę, ale to też stawia przed nami pewne zadania. Wśród planowanych reform szkół wyższych są i takie, które mówią o powołaniu wydziałów ekskluzywnych, o szczególnie wysokich wymaganiach, szczególnie wysokim poziomie absolwentów. Tej części planowanych reform jestem zdecydowanym zwolennikiem. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Polska musi powszechnie kształcić na poziomie wyższym, to podstawowe prawo naszych młodych obywateli, z jednej strony i to podstawowy wymóg szybkiego rozwoju kraju. Są w Europie państwa, wprawdzie nieporównanie mniejsze niż nasz kraj, które swojego czasu zaniedbały rozwój infrastruktury, ale inwestowały w edukację i odniosły olbrzymi sukces. Domyślacie się pewnie Państwo, że mam na myśli Republikę Irlandii, ale jest ona tylko jednym z przykładów. Jestem najgłębiej przekonany, że inwestowanie w edukację, szczególnie na wyższym poziomie, jest celowe, potrzebne zarówno od strony praw naszego obywatela, Polki lub Polaka, jak i od strony przedmiotowej interesów naszego kraju i jego rozwoju. Ale istotnie jest problem, o którym Magnificencja, z czego się bardzo cieszę, mówił. Problem poziomu najlepszych polskich uczelni. Jestem na najlepszej polskiej uczelni technicznej, która trwa nieprzerwanie od trochę zapomnianego w Polsce roku 1915. Można powiedzieć, że w tym roku jedna okupacja rosyjska zmieniła się w drugą - niemiecką. Ale też trzeba powiedzieć, że poza dziesięcioma miesiącami powstania listopadowego, skończyło się 102 lata z okładem trwające panowanie rosyjskie w Warszawie, od pierwszych dni lutego roku 1813 aż po lato roku 1915, z przerwą jedynie na lata 1830 -1831, to ważna data, bo dzięki niej mogła w Warszawie powstać polska administracja, mógł nią rządzić polski prezydent, przypomnijmy - książę Lubomirski i mogła powstać polska politechnika z polskim językiem wykładowym, druga obok lwowskiej. Przez cały okres międzywojenny było tak, że te politechniki były dwie: w Warszawie i we Lwowie, i że nosiły tą piękną, charakterystyczną, dla naszego kraju nazwę, jak mnie zapewnił Pan Rektor, przed godziną, będą, przynajmniej jeżeli chodzi o Politechnikę Warszawską, nosić ją nadal. W czasach, gdy każda uczelnia chce się nazywać Uniwersytetem, serdecznie tego gratuluję Magnificencji, całej Profesurze, Pracownikom i Studentom Politechniki Warszawskiej. Ta nazwa jest tradycją nie tylko Waszą, jest tradycją Polski!

Magnificencjo, Panie i Panowie, Polskę czeka reforma szkolnictwa wyższego. Nikt rozsądny nie twierdzi, że nie jest ona potrzebna. Ta potrzeba wynika zarówno z tego, że idzie niż demograficzny, jak i z tego, że obecnie obciążenia dydaktyczne wielu polskich naukowców, którzy pracują nie na dwóch, to normalne, lecz często na czterech lub sześciu uczelniach, muszą obniżać i poziom dydaktyki, i wysiłki naukowe, nie ma na to rady i ze względu na to, że awans naukowy w Polsce następuje zbyt wolno. Ja co miesiąc, czasami co trzy tygodnie, a czasami co półtora miesiąca, mówiłem o tym przed dwoma dniami na Akademii Leona Koźmińskiego, mianuję nowych profesorów, potocznie zwanych w Polsce belwederskimi. Jest to z reguły grono dam i mężów w zacnym już wieku. Chciałbym też czasem mianować też ludzi zacnych, ale nieco młodszych. To jest postulat, który pamiętam jeszcze z lat 60., ale pozostaje on ciągle niespełniony. Przy tej okazji powstaje problem kontrowersyjny. Mam tu zdanie jednoznaczne, jeżeli chodzi o szeroko pojęte nauki humanistyczne i społeczne. Nie chciałbym się wypowiadać w spawie nauk technicznych. Instytucja „habilitacji” i instytucja „profesora tytularnego”. Szanowni Państwo, zdaję sobie z tego sprawę i przed chwila specjalnie o tym mówiłem, że proces awansu nie jest zbyt szybki, że często ten awans na profesora tytularnego przychodzi w momencie, gdy najlepsze czasy, jeżeli chodzi o działalność naukową, w szczególności w naukach eksperymentalnych i technicznych, są już poza osobą nominowaną. Inaczej nieco sprawa wygląda w naukach społecznych, czy humanistycznych. To prawda, ale powtarzając to, co mówiłem dwa dni temu, chciałem powiedzieć z równą mocą, że prawdą jest również to, że nie zdołamy polskich uczelni zmienić w amerykańskie w ciągu dwóch, czy trzech lat. Polska ma swoją tradycję pod tym względem. Ma związaną z nią strukturę. Instytucja mistrza jest na uczelniach potrzebna. Każdy, kto spędził choćby część życia na uczelni, a ja należę do tych osób, wie, że z wyjątkiem tych, którzy są zupełnie wyjątkowo utalentowani w pierwszych latach działalności naukowej potrzebny jest ktoś, kto prowadzi. Dobry mistrz to klucz do sukcesu. Ale oczywiście mistrzowie pamiętać muszą o tym, że następców nie wychowuje się dopiero na czas, w którym samemu się odchodzi. Można mieć wybitnych uczniów już mając lat 40 lub 50, a niekoniecznie 65 lub 70. Mówię o tym, bo uczelnie znam. Spędziłem, oczywiście na Uniwersytecie, a nie na Politechnice, z krótkimi przerwami, około 30 lat życia.

Wracam do problemu habilitacji. Twardo podtrzymuję swoje weto wobec zasady jej zniesienia, szczególnie w naukach, o których mówiłem. Otwarty jestem na takie rozwiązanie, jeżeli chodzi o nauki techniczne. To nie wszędzie musi być tak samo. To mówię jasno: nie wiem. To samo dotyczy tytułu naukowego. Jest prawdą, że w nielicznych tylko krajach świata to głowa państwa powołuje, choćby w sensie formalnym, jak w Polsce, profesora tytularnego. Ale w naszym kraju jest to jednak mobilizująca tradycja. Mobilizująca, ponieważ nie jest tak, że na uczelniach pracować będą wyłącznie osoby o talencie Alberta Einsteina. Tego się nie da zrobić nigdzie. Ani dziś, ani tym bardziej jutro. Mówię o przyszłości, ponieważ studentów będzie, po okresie niżu demograficznego, znów coraz więcej i ktoś ich musi uczyć. Oczywiście na uczelniach pracuje mnóstwo takich osób, które nawet gdyby nie było doktoratu to i tak starałyby się osiągnąć jak największe sukcesy w pracy naukowej, bo po prostu takie są, to jest ich pasja, to jest ich cel życia, to jest ważniejsze od wszystkiego innego. Ale też sobie trzeba jasno powiedzieć, że były, są i będą nie tylko takie osoby. I tutaj czynnik mobilizacji awansowej, tak bym to określił, jest niezbędny. Więc, Pani Minister, reformujmy, ale nie według wzorów, które mogły, używam tutaj specjalnie tego określenia, uwieść pewnego bardzo zdolnego profesora, który w młodym wieku odnosił sukcesy. To postać, która występuje w drugiej linii, ale świat jest mały i znam go od bardzo wielu lat. On ma prawo do swoich poglądów, ale nie jest specjalistą ani od organizacji nauki, ani tym bardziej od polityki, jest specjalistą wybitnym w swojej dziedzinie, ale to jeszcze nie daje podstaw do tego, żeby reformować cały świat nauki, który jest na tyle ważny, że gdybym zobaczył w czołówce choćby europejskich uczelni Uniwersytet Warszawski, nie dziwcie się, ponieważ jestem z Warszawy i ten uniwersytet kończyłem, oraz Politechnikę Warszawską, tu pracował mój ojciec, więc moje przywiązanie także jest jasne, to byłby to jeden ze szczęśliwszych dni w moim życiu.

Tego Paniom i Panom Profesorom tytularnym, uczelnianym, Adiunktom, Doktorantom i Asystentom, bo chciałbym, żeby było ich jak najwięcej, serdecznie życzę."